Smart Home, po mojemu
Kiedy ludzie pytają mnie o elementy mojego Smart Home, często spodziewają się czegoś bardzo zaawansowanego technologicznie. Tymczasem to co widzą, to zwykły dom, który po prostu można obserwować, kontrolować i który jest nieco wygodniejszy. Sztuczka? Ukryta warstwa, którą mogę budować, demolować i przebudowywać tak, jak tylko chcę.
Czym jest smart home
Nie przepadam za terminem “Smart Home”. Nie jestem pewien, czy istnieje w ogóle oficjalna definicja, ale większość, które znalazłem, wspomina o “zdalnym sterowaniu”, “połączeniu z internetem” i “automatyzacji”. Zbyt szerokie, zbyt niejasne.
Wolę myśleć o smart home jako o domu, który jest:
- Obserwowalny – wiem, co się dzieje.
- Sterowalny – mogę na niego wpływać.
Ale skupienie się na tych dwóch czynnikach sprawia, że prawie każdy dom jest “smart”, o ile aktualnie przebywa w nim człowiek. Ludzie mogą przecież ręcznie kontrolować rzeczy, gdy jest to potrzebne.
A co, jeśli zastąpimy człowieka automatyzacją, algorytmem lub AI? Wtedy potrzebujemy innego sposobu uzyskania dostępu do danych i kontroli – zdalnie. I to wcale nie musi oznaczać “przez Internet”.
Brak uzależnienia od jednego dostawcy
Technologia pozwala nam robić imponujące rzeczy, ale ma jedną cechę, której osobiście nie mogę zignorować – starzeje się szybciej niż wszystko inne.
Dlatego unikam polegania na jednym dostawcy, który obiecuje zbudować cały ekosystem Smart Home. Wierzę, że dla niektórych osób to działa i w pewnych przypadkach jest to najlepszy wybór dla tych, którzy chcą mieć sterowalny dom. Ale wiem, że u mnie to się nie sprawdzi. Lubię majsterkować o wiele bardziej, niż pozwalają na to takie systemy, i chcę mieć wolność używania tego, czego tylko chcę – tak jak zrobiłem to np. w przypadku monitorowania systemu rekuperacji.
Skonfigurowałem cały dom korzystając z Home Assistant, otwartoźródłowej platformy smart home. W większości używam urządzeń, które są tanie, łatwe do modernizacji i przyjemne do zabawy. Większość z nich komunikuje się przez Zigbee i Wi-Fi.
Ukryta warstwa
Niektóre nowoczesne domy wyglądają na “smart” od pierwszego wejrzenia: wszechobecne wyświetlacze, panele dotykowe, przyciemniane światła sterowane przez cicho nasłuchujący głośnik Google Home w rogu salonu.
Moim celem było coś zupełnie przeciwnego. Chciałem stworzyć dom wyglądający standardowo, w którym “smart” elementy są starannie ukryte. To po prostu zwykły dom – przy pierwszym, drugim, a nawet trzecim spojrzeniu.
Lubię myśleć o tym jako o warstwie. Czymś, co istnieje ponad (lub pod) rzeczami, które już mam. Mogę dodawać elementy do tej warstwy, mogę je usuwać, ale co najważniejsze – mogę usunąć wszystko, nie pozostawiając żadnych wizualnych zmian.
Głupie urządzenia też są w porządku
Nie wszystko musi być podłączone do Internetu. Smart piekarnik jest bezużyteczny, gdy w środku nic nie ma. Poza tym nie zostawiam takich urządzeń pracujących bez nadzoru ani przynajmniej jednej osoby w domu.
Smart lodówka? Nie kupuję tego. Smart zmywarka, która liczy tabletki? Zawsze trzymam zapasowe opakowanie w pralni.
Za każdym razem, gdy jakieś urządzenie prosi mnie o hasło do Wi-Fi, pierwsze pytanie, jakie sobie zadaję, to: po co? W większości przypadków nie przynosi to żadnych realnych korzyści.
Czasami trudno jest kupić sprzęty bez “smart” funkcji (spróbuj kupić telewizor bez smart). Ale nie musisz ich włączać albo, przynajmniej, podłączać do Internetu.
Strategia wyjścia
Ponieważ wybrałem podejście “brak uzależnienia od dostawcy”, straciłem możliwość zakupu jakiejkolwiek oficjalnej pomocy technicznej. Jestem jedynym opiekunem warstwy mojego smart home.
Ale bycie jedynym opiekunem nie oznacza, że jestem jedynym użytkownikiem. Moja rodzina też z niego korzysta.
Nie ma nic bardziej irytującego niż rzeczy, które czasami działają. Dlatego projektuję i buduję krytyczne części domu w określony sposób. Nawet jeśli Home Assistant przestanie działać, wszystko pozostaje sprawne. Światła i rolety nadal sterowane są przyciskami, alarm jest nienaruszony, a smart gniazdka można włączać i wyłączać przyciskiem na obudowie.
To, co zostaje utracone, to tylko
- obserwowalność – chyba że niektóre komponenty są zdecentralizowane,
- sterowalność – ta zdalna część.
Więc wyłączenie wszystkiego po prostu degraduje Smart Home do zwykłego Home. A na końcu dnia i tak wygląda jak zwykły dom.
Takie podejście gwarantuje, że nawet jeśli mnie już nie będzie, aby aktualizować czy naprawiać rzeczy, moja żona nadal będzie mieszkać w tym samym przytulnym miejscu – może tylko bez kilku wygodnych automatyzacji.
Hobby, nie projekt
Traktuję to, co zbudowałem, jako hobby. Lubię majsterkować, dodawać komponenty, usuwać stare, testować automatyzacje, tworzyć sceny, analizować dane i tak dalej. Niektóre eksperymenty pozostają jako użyteczne automatyzacje, inne są wyłączane po kilku próbach – ale to jest właśnie to co lubię.
Nie ma możliwości przewidzenia każdego potencjalnego przypadku użycia, ale w moim podejściu mogę dość łatwo rozszerzać i dostosowywać rzeczy do swoich potrzeb.
Automatyzacja jest najlepsza, gdy nawet jej nie zauważasz. Czasami jednak ją zauważamy – zwłaszcza gdy nie zadziała. To właśnie ten moment, w którym uśmiecham się do siebie, myśląc, że zawsze jest miejsce na poprawę.
Podobał Ci się ten wpis?